Pan Kapitan

5 Sty 2012 | Kategoria: Aktualności

Żeglarz, budowniczy i wieloletni komendant „Daru Młodzieży”. Człowiek-legenda, ale o skromności wprost proporcjonalnej do własnych osiągnięć. Dowcipny kompan i wymagający, ale sprawiedliwy „Stary”. Kapitan żeglugi wielkiej Leszek Wiktorowicz.

kpt. Leszek Wiktorowicz schodzący z Daru Młodzieży, 2.05.2007 fot. Jacek Marczewski

Dla wielu, w tym uczestników Ogólnopolskich Rejsów Dziennikarzy po prostu – Pan Kapitan. To zaskakujące, w jak niewielu słowach można opisać człowieka, który swoimi dokonaniami, nie tylko zawodowymi, mógłby obdzielić kilka żeglarskich życiorysów. W tym roku to jego zawodowy życiorys dobiega do końca pewnego etapu – po prawie 25 latach dowodzenia „Białą Fregatą” jej komendant opuścił statek, przechodząc na emeryturę.
Jak na prawdziwego wilka morskiego przystało, Leszek Wiktorowicz urodził się… na Podkarpaciu, w Sędziszowie Małopolskim. Jako piętnastolatek przeniósł się jednak do Trójmiasta, by zostać w nim do dziś. Tu ukończył najpierw Technikum Przemysłu Okrętowego, a następnie – Państwową Szkołę Morską (dziś Akademia Morska). Wielką żeglarską karierę zaczął na „Darze Pomorza”, gdzie pływał najpierw jako kandydat, następnie jako instruktor. Po ukończeniu szkoły morskiej rozpoczął na tym statku służbę oficerską, biorąc udział we wszystkich jej kampaniach szkoleniowych do 1970 r. dochodząc do stopnia I oficera. Jednocześnie pracował na statkach handlowych Polskiej Żeglugi Morskiej. W 1978 roku po raz pierwszy objął dowództwo statku -tankowca „Siarkopol”.
W 1981 roku obejmuje nadzór na budową „Daru Młodzieży”, który ma być następcą wysłużonego „Daru Pomorza”. Jest przy statku dosłownie od chwili jego narodzin. Formalnie na „Dar Młodzieży” został przyjęty jako trzeci w kolejności członek załogi. W dziewiczym rejsie „Daru Młodzieży” pełni funkcję kierownika nauk; następnie obejmuje stanowisko komendanta, które, z przerwami, piastuje przez 25 lat.
To właśnie z tym okresem związane są największe osiągnięcia kapitana Wiktorowicza. Cały, nie tylko żeglarski świat, podziwiał jego i załogę „DM” za spektakularne przejście pod pełnymi żaglami pod mostem u wejścia do Sydney. Fachowcy zgodnie ocenili, że był to żeglarski majstersztyk. Jednak najlepszym świadectwem podziwu dla kunsztu komendanta niech będzie zdanie, wypowiedziane przez australijskiego pilota, obecnego wtedy na pokładzie: „Teraz mogę iść na emeryturę” – wyznał tuż po tym, jak fregata majestatycznie przepłynęła pod mostem.
Nie da się wymienić wszystkich sukcesów komendanta Wiktorowicza w tak krótkiej publikacji. Zanotować wypada chociaż, że dowodził m. in. w najbardziej doniosłym rejsie fregaty, jaki miał miejsce w dziejach polskiej floty i szkolnictwa morskiego – wielkiej wyprawie dookoła świata, po burzliwych wodach Oceanu Południowego, wokół trzech przylądków: Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn. Brał udział w wielu „Operacjach Żagiel”. Od lat jest Grotmasztem Bractwa Kaphornowców – przewodzi najbardziej elitarnej polskiej organizacji żeglarskiej, zrzeszającej około pół tysiąca żeglarzy, którzy przepłynęli niezwykle niebezpieczny akwen, wody wokół Przylądka Burz i Sztormów, słynny Cape Horn. Ponadto, jest wiceprezesem Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej w Gdyni. Sprawami szkolenia młodzieży pod żaglami zajmuje się w Sail Trainning Association Poland. Jest wiceprzewodniczącym Towarzystwa Przyjaciół „Daru Pomorza”.
Prywatnie jest skromnym, dowcipnym człowiekiem, obdarzonym dużym dystansem do otaczającej go rzeczywistości.
„W styczniu 2007 roku pożegnano go z honorami, należnymi jednemu z największych polskich żeglarzy. Była orkiestra, uroczyste przekazanie statku w ręce następcy, podziękowania ze wieloletnią służbę” – takie zdanie powinno znaleźć się na końcu tego artykułu. Ale się nie znajdzie. Pan Kapitan, po podjęciu decyzji o przejściu na emeryturę, otrzymał polecenie opuszczenia statku w ciągu trzech dni. Zupełnie, jakby wielką bezduszną korporację opuszczał szeregowy pracownik…
Na szczęście, jego przejście na emeryturę nie oznacza, że wycofa się ze wszelkich aktywności – wprost przeciwnie. Nadal będzie służył wiedzą, olbrzymim doświadczeniem i rozległymi kontaktami wszędzie tam, gdzie to potrzebne dla pomyślności polskiego żeglarstwa, jego ukochanej Gdyni oraz wszystkim tym, którym na sercu leżą sprawy morza.

Marcin Lewicki
Magazyn Świat, 31.07.2007